Przejdź do głównej treści
  Darmowa dostawa od 300zł
  Wysyłka w 24h
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

polski / zł
polski / zł

Majówka na Lofotach: SUP, fiordy i norweska przygoda

 

Lofoty to malowniczy archipelag położony za kołem podbiegunowym w północnej Norwegii. Znany jest z zachwycających krajobrazów, stromych gór wyrastających prosto z morza, krystalicznie czystych wód i urokliwych rybackich wiosek. Kojarzy się z trekkingiem, zorzą polarną i kajakami.

 


Moskenesøya to jedna z siedmiu głównych wysp leżąca w południowo-zachodniej części archipelagu

 

Jednak Lofoty są także wyjątkowym miejscem do uprawiania stand up paddleboardingu (SUP). Fiordy, zaciszne zatoki, górskie jeziora i niesamowita bliskość dzikiej przyrody tworzą idealne warunki dla miłośników pływania na desce z wiosłem.
Latem, kiedy dzień trwa niemal całą dobę, można eksplorować to surowe, arktyczne piękno z zupełnie nowej perspektywy — z poziomu wody.

Ale latem już tam byliśmy.
PRZECZYTAJ o naszej sierpniowej przygodzie: A Lofoten SUP Adventure

 


Aż trudno uwierzyć, że to nie tropiki, a daleka północ

 

PRZYGOTOWANIA:
Początek maja na Lofotach to przeżycie czterech pór roku w zaledwie kilka dni. Niestety, najmniej było w tym czasie lata.

 


Bose stopy – to była jedynie krótka chwila, gdy poczułam letni klimat

 

Nagłe zmiany pogody – od pełnego słońca, przez mgłę, aż po sztorm w ciągu kilku godzin – nie są tutaj niczym wyjątkowym.
Planując wyjazd do północnej Norwegii, trzeba być dobrze przygotowanym. U nas wszystko zaczęło się od suchych kombinezonów – to one były pierwszym punktem, gdy w głowie pojawił się pomysł na SUPowanie na Lofotach. W przeciwieństwie do pianki neoprenowej, „suchar” nie przepuszcza wody – dzięki szczelnym mankietom oraz wodoodpornemu materiałowi zapewnia pełną izolację od lodowatej wody. Pod niego zakłada się warstwę termiczną, co pozwala zachować ciepło nawet przez dłuższy czas w ekstremalnych warunkach. To nie tylko kwestia komfortu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. To również wygoda – dry suit chroni też przed wiatrem i umożliwia dłuższe przebywanie na wodzie. Suchy kombinezon nie jest luksusem – to niezbędny element wyposażenia na zimnych wodach północnej Norwegii. Chroni życie, zwiększa komfort i pozwala w pełni cieszyć się arktycznym doświadczeniem.

 

 

Wczesną wiosną (a początek maja zdecydowanie jeszcze nią jest) nie obejdzie się bez bielizny termicznej. My, wzorem norweskich kajakarzy, postawiliśmy na wełnę merino. To idealna warstwa pod suchy kombinezon – grzeje nawet, gdy jest mokra, oddycha, odprowadza wilgoć i nie chłonie zapachów. Sprawdza się świetnie w zimnym, wilgotnym klimacie północy. 

 

 

A co z kończynami, które marzną najszybciej? To już zależy od preferencji i indywidualnych wyborów. Używamy różnych butów i rękawic, każde z nas ma swoje patenty.
Więcej o akcesoriach do pływania w różnych porach roku możecie przeczytać w osobnym artykule: SUP przez cały rok.

 

 

Pakując deski na wyjazdy, zawsze zabieramy zapasowe finy oraz wiosła. Do tej pory pływałam na Starboard Enduro – wiośle, które łączy precyzyjne wykonanie z doskonałą wydajnością zarówno na falach, jak i na spokojnej wodzie. Mnie przekonał drążek o średnicy 26 mm – idealnie dopasowany do moich małych dłoni. Kształt pióra pomaga osiągnąć dobrą wydajność nawet wtedy, gdy ruch nie sięga głęboko w wodę. Szeroka dolna część świetnie nadaje się do oparcia i pomaga w utrzymaniu stabilności. Do ostatecznego zakupu przekonała mnie także grafika.
Gdy wychodziłam na wodę, by ćwiczyć technikę, pożyczałam od męża model Lima w rozmiarze L. Pióro ma smukły kształt, który umożliwia prowadzenie go blisko burty deski. Wiosło to zapewnia natychmiastowy chwyt wody i wyjątkową stabilność, co sprzyja precyzyjnemu doskonaleniu techniki wiosłowania. Lekka i dobrze wyważona konstrukcja pozwala skupić się na czystości ruchu oraz efektywności każdego pociągnięcia.
Przed wyjazdem dostałam do testów wiosło Starboard 2025 Lima w rozmiarze M.

 

      
Nietrudno się domyślić – wiosło zostało ze mną

 

MARZENIA
Tym razem marzyłam o pływaniu wśród ośnieżonych szczytów i zobaczeniu wiszących sztokfiszy – dorszy suszonych wyłącznie dzięki arktycznemu powietrzu, niskiej temperaturze i wiatrowi. Czy majówka była dobrym pomysłem na ich spełnienie? Przekonajcie się sami…

Kolejnym marzeniem było pływanie na górskich jeziorach. Błyskawiczne zmiany pogody mają ogromny wpływ na planowanie aktywności. Silny wiatr, deszcz i niska widoczność potrafią w ciągu godziny zmienić łatwy trekking w ryzykowną wyprawę, a spokojne jezioro w miejsce zupełnie nieprzyjazne do pływania na SUP-ie.
Łącząc góry i wodę, trzeba być elastycznym, śledzić prognozy i zawsze mieć przygotowany plan działania w sytuacjach awaryjnych.

 

    

 

Pierwszego dnia po dotarciu na wyspy pogoda wręcz zachęcała do zejścia na morze: słońce, lekki wiatr, który z czasem delikatnie przybierał na sile, ale prognozy pokazywały korzystny kierunek. Wykorzystaliśmy te warunki na maksa.

 

    
Ośnieżone szczyty i sztokfisz – dwa marzenia spełnione

 

Po słonecznym wodowaniu i 11 kilometrach na morzu wydarzyło się coś, czego nie zapomnę do końca życia – orki. Spotkanie z morskimi ssakami było marzeniem, które towarzyszyło mi od początku naszej przygody z deskami. I nagle – pojawiły się tuż obok. Majestatyczne, nieprawdopodobnie bliskie. My na deskach, a one wynurzały się z wody zaledwie kilka metrów dalej. Serce biło jak szalone – z ekscytacji, nie ze strachu. W tej chwili naprawdę poczuliśmy się częścią natury. Dzień zakończyliśmy w deszczu, przemoczeni, ale z uśmiechami nie do zdarcia. Takie są właśnie Lofoty.

 


To tylko kadr z filmu, ale ważniejsze od zdjęć są nasze wspomnienia.

 

Północna Norwegia zachwyciła nas surowymi krajobrazami, bliskością natury, przejrzystą wodą i poczuciem spokoju. Nigdy wcześniej nie wracaliśmy w te same miejsca – a tu byliśmy już po raz trzeci. To również ludzie, których spotkaliśmy na swojej drodze, sprawili, że czuliśmy się tam tak dobrze. Jednym z nich był Hallgeir @supreine – prezenter Międzynarodowego Stowarzyszenia Surfingu, entuzjasta SUP, surfer, kitesurfer, instruktor narciarstwa alpejskiego i narciarz freeride.  To z nim planowaliśmy odkrywać nowe SUP miejscówki i eksplorować położone w górach jeziora.

 


Hallgeir używa kombinezonu ION

 

Po dniach kapryśnej pogody – opadach śniegu, silnym wietrze i deszczu – w końcu udało nam się wspólnie zejść na wodę.

 

    

 

Wróciliśmy na Reinefjord i przepłynęliśmy trasę, którą planowaliśmy już podczas pierwszej wizyty. Wtedy uniemożliwił nam to silny wiatr.

 

 

Podziwialiśmy turkusową wodę i malownicze rorbuer, usytuowane tuż nad wodą.

  


Żółty kolor rorbuer świadczy o wyższym statusie finansowym

 

Po kolejnym deszczowym dniu, kilkugodzinnym oczekiwaniu na poprawę warunków, wieczorem łapaliśmy promienie słońca na deskach. Na szczęście w maju na Lofotach dzień trwa wyjątkowo długo, więc mimo późnej pory mogliśmy cieszyć się światłem i spokojem na wodzie.

 

      
Pod koniec maja zaczyna się na wyspie Moskenes dzień polarny i takie pływanie jest możliwe nawet o północy.

 

Korzystaliśmy z chwil i wciąż śledziliśmy prognozy pogody, by zrealizować nasz plan.

SUP TREKKING
Na naszą przygodę wytypowaliśmy kilka jezior. Sprawdziliśmy trasę do jednego z nich.

 

 

Ostatecznie za cel obraliśmy jednak jezioro polecone przez znajomego – dojście do niego było krótsze. Krótsze nie znaczy łatwiejsze. Wspinając się po kamiennych blokach i czapach śniegu, zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno dobrze zrozumiałam opowieść kolegi. Może coś przekręciłam – w końcu minęło już kilka miesięcy. Niemożliwe, żeby ktoś wdrapał się tam z... kajakiem… A jednak – Adam @wise_hike tego dokonał.

 

     

 

To było kolejne zrealizowane marzenie. Pływanie wśród ośnieżonych gór, wyrastających prosto z tafli górskiego jeziora, zostawiło ślad w pamięci, do którego chce się wracać.  Podziwialiśmy otaczające nas szczyty — ich wielkość robiła wrażenie i budziła cichą wdzięczność.

 


Słońce odbijające się w powierzchni wody tworzyło migoczące refleksy – jakby rozsypane diamenty.

 

 Turkusowa, krystalicznie czysta woda od razu przyciągnęła naszą uwagę. Widok był tak wyjątkowy, że bez wahania postanowiliśmy właśnie tam zrobić postój.

 

 

Czasem żartuję, że pływam, by jeść i kawę pić. Tym razem zjedliśmy posiłek przywieziony z Polski – liofilizowane dania, proste i niezawodne w terenie. Nie zabrakło jednak lokalnych smaków – przysmaków przygotowanych przez naszego instruktora, które dodały temu miejscu kolejnego wymiaru. Jeszcze tylko zapach świeżo zaparzonej kawy wśród śnieżnych czap i granitowych ścian... i musieliśmy ruszać w drogę powrotną.

 

    

 

Do auta wróciliśmy inną trasą – nieco dłuższą, ale wyraźnie łatwiejszą. W końcu na plecach nieśliśmy nasze deski. Pozostał lekki niedosyt. Czas nie pozwolił nam zanurzyć się głębiej w to miejsce, ale może właśnie to uczucie sprawia, że wiemy, że jeszcze tu wrócimy.

 

 

MAGICZNA ATMOSFERA PÓŁNOCY
Co zrobić, gdy deszcz nie przestaje padać przez kolejne dni? Wejść na deski. Na szczęście wiatr był słaby, więc warunki do pływania wciąż pozostawały bezpieczne. Musieliśmy wyglądać dość osobliwie – pompując SUP-y w strugach deszczu, zupełnie niewzruszeni pogodą. Ale byliśmy przygotowani. Na nasze kombinezony trafiła kolejna warstwa – przeciwdeszczowe kurtki.

 

    

 

Atmosfera była jak z krainy trolli. Z gór spływały wodospady, a my eksplorowaliśmy każdy zakątek pobliskiego jeziora. Na koniec natura jakby chciała wynagrodzić nam wcześniejsze trudy. To, co wydarzyło się na wodzie, do dziś wprawia mnie w cichy zachwyt. Deszcz ustał, chmury zawisły nisko nad otaczającymi nas górami, wiatr zamilkł, a tafla jeziora zamieniła się w idealne lustro, w którym odbijały się nasze sylwetki. Pływaliśmy w najpiękniejszej „norweskiej baśni” – wszystko było dokładnie takie, jak być powinno.

 

    

 

SZKOLENIE
Celem – a właściwie pretekstem – naszego wyjazdu było szkolenie instruktorskie organizowane przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Surfingu (International Surfing Association @isasurfing), prowadzone przez Hallgeira.

Gdy nadszedł weekend, podczas którego zaplanowany był kurs, prognozy pogody znów nie napawały optymizmem. Trochę się do tego już przyzwyczailiśmy. Nauczyliśmy się korzystać z okienek pogodowych i cieszyć ze sprzyjających chwil. Po części teoretycznej zeszliśmy na wodę. Deszcz nie był przeszkodą, tylko ten wiatr… Nasze „manewry” odbywały się na jeziorze. Próbowaliśmy znaleźć zaciszne miejsce w zatoczce, lecz podmuchy przychodziły z różnych kierunków i poddawały nas próbie. I wiecie co? Poradziliśmy sobie z tym znakomicie, bo przecież to nie była lekcja dla początkujących. Na wodzie znaleźli się doświadczeni SUPerzy, których celem było zdobycie uprawnień instruktorskich. Wszyscy stwierdziliśmy, że to były idealne warunki do nauki.

 

 

    

 

Drugiego dnia zajęcia praktyczne odbywały się w Reine. Uczestnicy prowadzili wybrane fragmenty zajęć, doskonaliliśmy umiejętności techniczne, wspólnie wykonywaliśmy ćwiczenia ratownicze, a także wzięliśmy udział w krótkiej wycieczce, podczas której mogliśmy poczuć wiatr w plecy, zachwycić się przejrzystością wody i bogactwem życia pod jej powierzchnią. Jako tłumaczka jednego z uczestników brałam udział we wszystkich aktywnościach i jestem niesamowicie wdzięczna za tę możliwość.

 

    

 

Majowe pływanie na desce SUP na Lofotach to coś znacznie więcej niż tylko zdobywanie nowych umiejętności. To doświadczenie, które łączy intensywny rozwój z bliskością natury w jednej z najbardziej spektakularnych scenerii Europy. Sesje na wodzie, wzajemna wymiana doświadczeń i niesamowite warunki – od surowych wiatrów po niemal nierzeczywisty spokój na wodzie – sprawiają, że taki wyjazd na długo zapada w pamięci.
Jeśli marzysz o prawdziwej przygodzie, nowej energii i spotkaniu z inspirującymi ludźmi – Lofoty są miejscem, które warto wpisać na swoją mapę. Cierpliwość, otwartość, gotowość na zmienne warunki i wspierające towarzystwo to wszystko, czego potrzebujesz. Reszta przyjdzie sama.

 


Wsparcie w górach — czasem psychiczne, czasem… za kaptur ;)

 

POLECAMY:

• @supreine Hallgeir Wendelbo inspiruje nie tylko wiedzą, ale i podejściem do życia – pełnym szacunku do natury, uważności i spokoju. Pokazuje, że czas spędzony z rodziną na świeżym powietrzu to nie dodatek, ale ważna część życia i relacji. Oferuje wycieczki SUP z przewodnikiem, o których informacje możesz znaleźć TU: SUP adventures Lofoten

• @wise_hike, czyli Adam, to doświadczony przewodnik kajakowy, który może pokazać Wam najpiękniejsze zakątki Reinefjorden. Pełni również funkcję stivakt * – strażnika szlaku na Reinebringen, łącząc rolę przewodnika i ratownika. Edukuje odwiedzających w zakresie zasad obowiązujących w norweskiej przyrodzie, promując odpowiedzialną turystykę i szacunek dla środowiska. Warto odwiedzić jego profil na Instagramie, gdzie dzieli się wiedzą i inspiracjami z gór i fiordów.

• * Stivakt – norweskie określenie osoby dbającej o bezpieczeństwo na popularnych szlakach górskich. Do jego zadań należy m.in. udzielanie informacji turystom, reagowanie w sytuacjach zagrożenia oraz ochrona przyrody w rejonach intensywnie odwiedzanych przez turystów.

 

Tekst: Beata Plutka @beata.pl.pl
Zdjęcia: Piotr & Beata Plutka, Hallgeir Wendelbo