Przejdź do głównej treści
  Darmowa dostawa od 300zł
  Wysyłka w 24h
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

polski / zł
polski / zł

Król fiordów – wyprawa tysiąca przygód

Król fiordów – wyprawa tysiąca przygód

Co zrobić, gdy mieszkasz w centralnej Polsce, ale uwielbiasz pływać na desce po wodach otoczonych górami? Pakujesz się i ruszasz do Norwegii, bo właśnie tam masz możliwość przeżyć SUP przygodę wśród najpiękniejszych widoków. Wybierasz miejsce zachwycające dziką, surową przyrodą oraz spokojem, który trudno znaleźć gdzie indziej.

 

Sognefjord to najdłuższy i najgłębszy fiord Norwegii, jego dno opada na ponad tysiąc metrów, co w pełni uzasadnia tytuł króla fiordów. Wokół wznoszą się klify i majestatyczne góry, których szczyty osiągają ponad tysiąc metrów, tworząc krajobraz zarazem surowy i zachwycający. Ta potęga natury działa jak magnes, dlatego nawet dystans ponad tysiąc kilometrów nie zdołał nas powstrzymać przed podróżą w to niezwykłe miejsce.

    

 

Pogoda nad Sognefjord bywa równie zmienna i surowa, jak krajobrazy, które go otaczają. Słoneczny poranek łatwo przemienia się w deszczowe i wietrzne popołudnie. W takich chwilach wracaliśmy myślami do dawnych wierzeń, w których kapryśna aura była postrzegana jako znak gniewu lub błogosławieństwa duchów fiordu i bogów morza. Słuchając szumu wody i wiatru między klifami, łatwo uwierzyć, że wciąż są obecne staronordyckie bóstwa. Chronią podróżnych i ostrzegają przed niebezpieczeństwem.

    

 

W tym krajobrazie, gdzie góry wznoszą się nad głębokimi wodami, każdy zakręt fiordu może zmienić nastrój i każdy, kto wyrusza na jego fale, powinien czuć respekt wobec sił natury.

    

 

Główny fiord rozgałęzia się na niezliczoną ilość mniejszych i większych odnóg z wioskami i gospodarstwami, podczas gdy inne pozostają dzikie, zamieszkane wyłącznie przez... trolle. Tym razem zdecydowaliśmy się wspólnie odkrywać Aurlandsfjord i Nærøyfjord — dwa fiordy, które uchodzą za jedne z najpiękniejszych na świecie. Nærøyfjord, wciśnięty głęboko między strome zbocza, został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nazwa Nærøyfjord pochodzi od  imienia Njord – boga morza, wiatrów i żeglugi.

    

 

Nasz wybór był podyktowany również względami bezpieczeństwa. W rejonie tym kursują regularnie promy, które stanowiły nasz plan B w razie nieprzewidzianych okoliczności. 

    

 

O tym, że pogoda bywa tam kapryśna i niepewna nawet w sezonie letnim, przekonał nas tydzień poprzedzający wyprawę, gdy silne deszcze i porywiste wiatry dyktowały warunki. Prognozy na nasz przyjazd były trochę lepsze. Lepsze nie znaczy jednak idealne — to był dobry sprawdzian dla naszego sprzętu oraz dla nas samych. Nauczeni przygodami na Lofotach (tu możesz przeczytać) i świadomi przeszkód, jakie mogą nas spotkać, nie planowaliśmy trasy z wyprzedzeniem. Postanowiliśmy dostosowywać dystanse do warunków oraz miejsc noclegowych, tak by wyprawa stała się piękną i bezpieczną przygodą.

 

Był to czas tylko dla nas — tygodniowa randka na wodzie, bez konkretnego planu i bez pośpiechu. Po raz pierwszy spędzaliśmy tak wiele dni jedynie we własnym towarzystwie: wiosłując, podziwiając otaczającą nas przyrodę, ciesząc się ze spotkań z żyjącymi tam zwierzętami, delektując wspólnymi posiłkami, pijąc świeżo przygotowaną kawę i mierząc się z deszczową pogodą, która każdego dnia sprawdzała nas i nasz ekwipunek.

    
W outdorze pojęcie luksusu nabiera innego znaczenia

 

 

Flåm to urokliwa miejscowość położona na końcu Aurlandsfjord, idealna na rozpoczęcie SUP przygody. Do Flåm można dotrzeć tradycyjnym transportem lub słynną kolejką Flåmbana, której trasa uważana jest za jedną z najpiękniejszych na świecie. Z ciemnozielonych wagonów rozpościerają się spektakularne widoki: wodospady spływające ze stromych klifów, zielone pastwiska, tunele wcięte w skalne ściany, majestatyczne góry i gęste lasy. Warto zaplanować tę wycieczkę z wyprzedzeniem. Nasza spontaniczna decyzja o wyjeździe do Norwegii sprawiła, że bilety nie były już dostępne w dogodnym terminie.

   
Każda nasza wyprawa zaczyna się od dźwigania i pompowania – to nieodłączna część SUP przygody

 

W fiordowych dolinach wierzono, że strumienie i wodospady spływające z gór są oddechem ziemi. Gdy wody było pod dostatkiem, uznawano to za znak przychylności natury; gdy strumienie słabną i cichną, należy zwolnić, zachować ostrożność oraz uważniej wsłuchać się w otoczenie.


Podczas naszej wyprawy wody było pod dostatkiem, padający codziennie deszcz zasilał potoki i wodospady

 

Undredal, nazywana kozią wioską, słynie z produkcji wyśmienitego koziego sera oraz kościoła pochodzącego z XII wieku. Fiordowa sceneria, pionowe zbocza, tradycyjna drewniana zabudowa i niewielkie przystanie stały się inspiracją dla twórców „Krainy Lodu”. Znajdujący się w wiosce kościół klepkowy posłużył  natomiast jako pierwowzór kaplicy oraz elementów architektury sakralnej w tej animowanej historii.

      

 

Undredal od zawsze było miejscem ciszy i spokoju. Według dawnych opowieści to zwierzęta pierwsze wybrały tę dolinę na swój dom, a ludzie nauczyli się żyć obok nich, nie zakłócając rytmu pastwisk i gór. Mówiono, że kto hałasuje lub nie szanuje zwierząt, ten traci przychylność miejsca, a fiord i zbocza potrafią to szybko przypomnieć. Dlatego w Undredal do dziś panuje przekonanie, że cisza jest formą szacunku, a opieka nad zwierzętami częścią niepisanej umowy z naturą.

   
Duchy fiordu zaakceptowały naszą obecność
Wypływaliśmy z Undredal prowadzeni tęczą i przedzierającym się przez chmury błękitem nieba

 

Planując pływanie w fiordzie, należy pamiętać, że woda pozostaje zimna nawet latem. Zimowe śniegi topniejące w górach zasilają nurty, tworząc rwące prądy i wodospady, które przypominają o dzikiej potędze przyrody. Ulewne deszcze sprawiły, że wodospadów pojawiło się jeszcze więcej, nadając temu miejscu niezwykły klimat. W jednej chwili zachwycaliśmy się tęczą na wodospadzie, a kilka godzin później przerażał nas dźwięk kamiennego osuwiska. To wszystko tworzyło fascynującą mieszankę.

    

 

W Skandynawii często mówi się, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. W terenie szybko okazuje się, że równie ważne jak odzież są umiejętności, decyzje i sprzęt, który po prostu działa. Podczas tej wyprawy przekonaliśmy się o tym wielokrotnie. Naszym nowym i jak się okazało, niezbędnym wyposażeniem był tarp, który pozwalał poradzić sobie z ulewą, zarówno podczas rozstawianiu namiotu, jak i w trakcie przygotowywania posiłków. To właśnie dzięki niemu mogliśmy zachować suchą przestrzeń i poczucie bezpieczeństwa, mimo zmieniających się warunków. Ta wyprawa po raz kolejny przypomniała nam, że w naturze liczy się doświadczenie i zaufanie do sprzętu, który nie zawodzi wtedy, gdy pogoda przestaje być łaskawa.

    

 

Od 15 kwietnia do 15 września w Norwegii obowiązuje zakaz rozpalania ognisk poza wyznaczonymi miejscami. W nordyckiej tradycji ogień był czymś więcej niż tylko płomieniem: był obietnicą powrotu sił, ciepłem wspólnoty i znakiem, że człowiek wciąż panuje nad surową naturą, a płomień przy obozowisku miał odstraszać istoty z górskich dolin. Dziś, z myślą o odpowiedzialności i pokorze wobec krajobrazu, można go rozpalać wyłącznie w wyznaczonych miejscach. Gdy Twój towarzysz potrafi to zrobić nawet w czasie deszczu, to wiesz, że masz najlepszego partnera do przygody.

    

 

Hytta to tradycyjna norweska chata, często położona w górach lub nad fiordem, idealna na wypoczynek blisko natury. W Norwegii można wynająć różne tego typu chaty — od prostych, przytulnych domków po bardziej komfortowe obiekty z pełnym wyposażeniem. Jedna z nich stała się naszym ulubionym miejscem noclegu, oferując przytulną atmosferę, piękne widoki na okolicę i przede wszystkim kominek, który pomógł nam wysuszyć przemoczone rzeczy.

    

 

To tam świętowaliśmy moje zdobycie tysięcznej mili w wyzwaniu Hydroman. Niezwykłe było to, że ten moment rozegrał się na norweskim fiordzie, w obecności mojego partnera, który zawsze mnie wspiera i motywuje. Tym razem przygotował również kulinarną niespodziankę.

        

 

Gudvangen to mała miejscowość położona na końcu Nærøyfjord. To tam kończyliśmy naszą tygodniową przygodę. Jedną z głównych atrakcji tego miejsca jest wioska Wikingów, która pozwala poczuć klimat dawnych czasów, zobaczyć tradycyjne drewniane domy, warsztaty rzemieślnicze, broń i narzędzia oraz zajrzeć do codziennego życia dawnych mieszkańców regionu.

    

 

To właśnie tam spotkałam Julię i Tomka — twórców polskiej marki Herbs&Hydro. Choć ich produkty towarzyszyły mi od dawna, dopiero w Gudvangen udało nam się poznać osobiście. Od lat wracają do Norwegii i mają za sobą doświadczenie życia w wiosce Wikingów, z którego czerpią inspiracje związane z kulturą Północy, mitologią nordycką i bliskością natury. Zapach dziegciu, obecny w ich kosmetykach i w amulecie, którym zostałam obdarowana, na zawsze będzie przenosił mnie myślami do chaty nad wodospadem. To aromat nierozerwalnie związany z naszą wyprawą na Sognefjord i z tym szczególnym miejscem.

      

 

Gudvangen od wieków było obecne w opowieściach i wierzeniach. Jedna z lokalnych legend opowiada o smoku ukrytym w stromych ścianach gór, który strzegł fiordu i objawiał swoją obecność nagłymi zmianami pogody — porywistym wiatrem, mgłą spływającą ze zboczy i smugami chmur. Historia ta miała przypominać przybyszom, że w tym miejscu należy okazywać naturze szacunek, bo to ona zawsze była prawdziwym gospodarzem tych ziem.

    
Smugi i chmury nad fiordem oznaczają, że smok niedawno tędy przeleciał...

 

WYPRAWA W LICZBACH:
2 samoloty, 8 przejazdów pociągiem (4 w Polsce, 4 w Norwegii), 2 autobusy, 89 kg bagażu, pół nocy na lotnisku, 5 nocy w namiocie, 2 noclegi w chacie, 1 nocleg w hotelu przy lotnisku — razem 8½ nocy, w tym 4 z dostępem do ciepłego prysznica, 4 bez prądu i sanitariatów. 7 dni na fiordzie, 93 km wiosłowania i tysiące wspomnień.

      

 

NASZE POLECAJKI:
Deska Starboard Touring DDC 14x30 to prawdziwa wodna limuzyna. Świetnie nadaje się dla wysokich i cięższych użytkowników. Dwie komory gwarantują wyjątkową sztywność, a dopracowany kształt zapewnia stabilność nawet przy bocznym wietrze i fali, co jest szczególnie ważne, gdy na pokład trafia kilkadziesiąt kilogramów bagażu.

    

 

Dodatkowe uchwyty rozmieszczone w różnych częściach deski oraz pas transportowy ułatwiają przenoszenie i wodowanie, także w trudniejszym, czasem nietypowym terenie. To model premium, który doskonale się sprawdza podczas naszych wypraw, oferując to, co najważniejsze: bezpieczeństwo i komfort użytkowania.

SUP Norway organizuje wyprawy na desce SUP po fiordach zachodniej Norwegii. To dzięki nim poznałam ten rejon i mogłam później odkrywać go razem z moim mężem. Z własnego doświadczenia mogę szczerze polecić takie wyprawy. Kameralne grupy, świetny sprzęt i profesjonalne przewodnictwo idą tu w parze z bliskością natury i niezwykłymi widokami. Nie trzeba mieć własnej deski ani sprzętu kempingowego, na miejscu dostajesz wszystko, czego potrzebujesz, by w pełni skupić się na przygodzie.

 

Triplander – polska marka, która ratuje w terenie
Hamak był miejscem, w którym mogłam odpocząć po dniu spędzonym na wodzie. Największą rolę odegrał jednak tarp, stał się realnym wsparciem w norweskiej dziczy, był nieodłączną częścią całej wyprawy i wspomnień, które zostaną z nami na zawsze.
TRIPLANDER

Herbs&Hydro to polska marka tworzona przez pasjonatów natury i Skandynawii, znana
z minimalistycznych kosmetyków w kostce, idealnych także w podróży (osobiście jestem największą fanką Balsamu SOS, który sprawdziłam w najróżniejszych warunkach).
Na mediach społecznościowych dzielą się swoją wiedzą o kulturze i zwyczajach Wikingów oraz mitologii nordyckiej – elementach, które inspirują ich aktualną ofertę. Nordyckie bóstwa, surowa natura i klimat Skandynawii są dziś widoczne zarówno w nazwach, jak i charakterze produktów, nadając marce unikalny, północny charakter.
HERBS&HYDRO

 

Tekst: Beata Plutka 

Zdjęcia: Piotr & Beata Plutka, Klaudia Plutka, Julia Bocianowska, Sarah Le Blanc